canva bee hive madgyb4651q1

Mój poniedziałkowy telefon do skarbnika naszego Miejsko Gminnego Koła Pszczelarzy w Głuchołazach Ryszarda Mochonia miał być jednym z wielu jakie wykonujemy w działalności zarządu. Niestety tym razem było inaczej. Usłyszałem załamany drżący głos i słowa „wytruto mi pszczoły”, jak możesz przyjedź. Rzuciłem wszystko, wsiadłem do samochodu, w głowie miałem najróżniejsze wyobrażenia co mogło być powodem zatrucia. Był poniedziałek 21 października, o tej porze roku nie wykonuje się zabiegów agrochemicznych zagrażających pszczołom. Pasieka znajduje się w ogrodzonym przydomowym sadzie na terenie

osiedla domków jednorodzinnych, a więc w bardzo bezpiecznym miejscu. Po kilkunastu minutach byłem na miejscu. Na wylotach kilkunastu uli znajdowały się martwe pszczoły, gdy podnieśliśmy daszek, pod ociepleniem zobaczyłem coś czego żaden pszczelarz nie chciałby w życiu zobaczyć. Gruba warstwa martwych i dogorywających pszczół. Szliśmy od ula do ula. W każdym z nich znajdowały się ślady białej substancji, która wskazywała na celowe działanie. Miałem jasność, że to nie przypadek. Dalsze sprawdzanie uli mogło prowadzić do zacierania śladów. Wezwałem Policję. To co cisnęło mi się na myśl pozostawię samemu sobie, ale kim trzeba być by zrobić coś takiego, przecież nie człowiekiem. Musiał wrócić spokój. Powiadomiłem służby burmistrza, Inspekcję Ochrony Roślin oraz weterynarię prosząc o powołanie komisji. Poinformowaliśmy pszczelarzy by sprawdzili swoje pasieki. Na szczęście u nich nic złego się nie wydarzyło. Zabezpieczono ślady, pobrano próbki. Łącznie środek trujący podano do 30 rodzin, z których 10 musiało zostać potraktowane mniejszą ilością środka bo około połowa pszczół żyła wynosząc swoje martwe siostry na zewnątrz. Ulica przed pasieką zaczęła wyglądać jak parking, cały czas dojeżdżali kolejni pszczelarze i służby. Pszczoły, którym udało się przeżyć przełożyliśmy do nowych uli, gdyż z dużym prawdopodobieństwem środek, który wniknął w drewno by im nadal zagrażał. Pozostaje jednak pytanie czy przeżyją do wiosny? Modlimy się by tak się stało. Czy ule będą się nadawały do ponownego zasiedlenia okaże się po zakończeniu badań, ale to najmniejszy problem. W ulu o tej porze roku znajduje się około 25 do 30 tyś pszczół. Uśmiercono ich świadomie ponad pół miliona. Strata materialna pszczelarza to jedno (około 30 tyś.), jako koło pomożemy mu odbudować pasiekę. Strata dla środowiska jest niepoliczalna. Czy uda mu się otrząsnąć, nie sądzę. My pszczelarze podobnie jak posiadacze inny zwierząt po prostu je kochamy i zrobilibyśmy dla nich bardzo wiele. Ból jest tym większy, że te pszczoły były w pełni przygotowane do zimy i jedyne czego oczekiwały to „święty spokój” lecz zgoła odmienny od tego jakiego doświadczyły. Ja, to czego tam doświadczyłem zapamiętam na bardzo długo.

Pozostają jak zawsze pytania – Kto? Dlaczego? Jak ustrzec się czegoś takiego? Jak zabezpieczyć pasieki? Wcześniej nic nie zwiastowało problemu. Pszczelarze mają oczywiście swoje podejrzenia, ale łatwo w ten sposób kogoś skrzywdzić, a tego nie chcemy. Od tego jest Policja. Nie sposób jednak pozostać w tej sytuacji całkowicie niemym. Moim zdaniem mamy do czynienia z kimś, kto musiał dobrze znać ten teren. Pasieka znajduje się na prywatnej, ogrodzonej posesji, między innymi ogrodzonymi domami co czyni mało prawdopodobnym by sprawca lub sprawcy byli przypadkowi. Musiał on dobrze znać teren co oznacza, że albo mieszka w pobliżu, albo często tam przebywa. Poza tym to ktoś, kto zna się na pszczołach i musiał mieć z nimi kontakt, bo wiedział dokładnie jak zbudowany jest ul. Zdjęcie daszka i ocieplenia bez obawy o to, że pszczoły będą się bronić i poskładanie tego wszystkiego oznacza, że sprawca lub sprawcy wiedzieli co robią. Najtrudniejsza jest odpowiedź na pytanie, dlaczego? Pszczelarstwo stało się w ostatnich latach modne. Wielu osobom wydaje się, że ul to zbiornik z miodem i wystarczy odkręcić kran i pieniądze popłyną. Nic bardziej mylnego. Pszczoły wymagają od pszczelarza wiedzy, doświadczenia oraz ciężkiej fizycznej pracy. Niech wspomnę o znajomości ich biologii, chorobach, lekach itd. Pszczelarze nigdy tak intensywnie nie musieli się dokształcać jak w ostatnim okresie. Możliwości takie od dwóch lat stworzyliśmy dla wszystkich zainteresowanych organizując kursy podstawowe, szkolenia specjalistyczne oraz inicjując powstanie szkoły zawodowej i technikum pszczelarskiego w Charbielinie. Niestety niewiedza i błędy kosztują, a pszczelarstwo to nie jest tanie zajęcie. Jeśli pszczelarz grabi pszczoły z całego miodu to nawet krótki okres bezpożytkowy np. zła pogoda, pora roku i specyfika roślinności, (nic nie kwitnie – brak pyłku i nektaru), to powinien liczyć się z chorobami i upadkami. Nasze pszczoły pracują do śmierci, a wiedząc, że nadchodzi koniec giną poza ulem by nie obciążać dodatkowo swych sióstr. Rodziny słabe i chore giną, a winnym tego jest najczęściej sam pszczelarz. Być może i w tym przypadku sfrustrowany niedouczek posunął się aż tak daleko. Czyżby zazdrość, a jeśli tak to o co, że ktoś inny potrafi dobrze troszczyć się o pasiekę? Oczywiście to tylko przypuszczenia, ale dopóki policja nie zakończy sprawy (liczę, że uda się ustalić sprawcę i pociągnąć go do odpowiedzialności) każdy scenariusz jest prawdopodobny. Nasze pasieki znajdują się wśród lasów, pól, często daleko od domostw i dotąd darzone były szacunkiem za to co pszczoły robią dla ludzi i środowiska. Jakże mylili się ci, którzy uważali, że ich elektroniczne zabezpieczanie jest zbyteczne.

Będziemy wdzięczni za wszelkie informacje w powyższej sprawie. Za pomoc w ustaleniu sprawcy wyznaczyliśmy nagrodę 3000 zł. być może przyczyni się to do jej rozwiązania czego wszystkim życzę.

Antoni Ożóg

zatrucie pszczół